UWAGA konkurs plastyczny startuje!
Zgodnie z wczorajszą obietnicą publikujemy pierwszą zagadkę. Przeczytaj historię. Jeśli wiesz gdzie są skarpetki w delfiny, wykonaj pracę plastyczną przedstawiającą rozwiązanie zagadki, schowaj ją i czekaj na kolejną historię.
Życzymy miłej lektury.
Zagadka pierwsza, czyli gdzie są moje skarpetki w delfiny?
Ciekawe, czy zgadniesz, w jaki sposób detektyw Pozytywka domyślił się, gdzie należy szukać skarpetek w delfiny?
Agencja detektywistyczna "Różowe Okulary" jest maleńka, mieści się w niej jedynie stojący na parapecie kaktus (innej broni detektyw Pozytywka nie posiada), ministolik z wymalowaną na wierzchu szachownicą, dwa składane krzesełka wędkarskie, elektryczny czajnik, który chyba się zepsuł, bo już od dwóch tygodni detektywowi Pozytywce nie udało się zagotować w nim wody, no i sam detektyw Pozytywka - właściciel i pracownik agencji "Różowe Okulary" w jednej osobie. Żaden interesant już tu nie jest w stanie się wepchać - no, chyba że w środku nie ma akurat detektywa Pozytywki (pytanie tylko, po cóż by wtedy ktoś miał przychodzić?!). Nie jest to jednak żaden problem, przynajmniej zdaniem detektywa Pozytywki, bowiem i tak prawie nigdy nikt się do niego nie zgłasza - zwykle to on sam trafia na zagadki, które ciekawią go na tyle, że koniecznie chce je rozwikłać.
Chociaż... czasami ktoś jednak puka do pomalowanych na różowo drzwi agencji; są to najczęściej dzieci - jedyne istoty, które traktują detektywa Pozytywkę poważnie. Tak było i tym razem.

- Dzień dobry... - wyjąkała maleńka zapłakana dziewczynka. - Jestem...

- Jesteś Zuzia - wpadł jej w słowo detektyw Pozytywka. - Mieszkasz dwa piętra niżej...

(Agencja "Różowe Okulary" mieści się na poddaszu starej kamienicy, gdzie wszyscy wszystkich dobrze znają).

- Tak... - bąknęła Zuzia. - I zginęły mi moje skarpetki w delfiny...

Dopiero teraz detektyw Pozytywka zauważył, że Zuzia stoi w klapkach nałożonych na gołe stopy.

- Jak to? - zdziwił się. - Miałaś je na nogach, kiedy zginęły?

- Nie... - Zuzia pociągnęła nosem. - Właśnie chciałam je założyć i okazało się, że... zginęły!

Detektyw Pozytywka zrozumiał, że jeżeli za chwilę czegoś nie zrobi, Zuzia zaleje łzami całą kamienicę. Wciągnął więc brzuch i zaprosił Zuzię do środka - dzieci jakoś tu się jeszcze mieściły.

- To były skarpetki od babci Dany... - Zuzia z trudem panowała nad płaczem. - W delfiny... Moje ulubione... Wczoraj w nich chodziłam, i przedwczoraj w nich chodziłam, i przedprzedwczoraj w nich chodziłam... I dzisiaj też chciałam, ale... zginęły! - Tym razem Zuzia ryknęła płaczem.

Detektyw Pozytywka patrzył na nią stropiony. To musiały być naprawdę ładne skarpetki, skoro Zuzia i wczoraj w nich chodziła, i przedwczoraj w nich chodziła, i przedprzedwczoraj w nich chodziła, i dzisiaj też chciała.

- Wiem! - Detektyw Pozytywka podskoczył nagle do góry. - Idziemy!

Jak się okazało, nie musieli daleko iść. Na tym samym poddaszu, tuż obok agencji "Różowe Okulary", był mały korytarzyk, a w korytarzyku drzwi do dwóch pomieszczeń: jedne drzwi kusiły napisem "Toaleta", drugie zaś "Suszarnia" - i do suszarni właśnie skierował swe kroki detektyw Pozytywka. Tu, pomiędzy płachtami białych prześcieradeł, wśród nogawek, rękawów i szalików, wisiały...

- Moje skarpetki w delfiny! - krzyknęła Zuzia.

- A widzisz... - uśmiechnął się detektyw Pozytywka. - To chyba sprawka twojej mamy...

I wiecie co?
Miał rację.
Ciekawe, czy zgadniesz, w jaki sposób detektyw Pozytywka domyślił się, gdzie należy szukać skarpetek w delfiny?